hyrkania
iszys
matalka
pan bez kapelusza
sheela
w.


pstryk
jestmeksyk
merill
moonsafari
toffeepop



own







Znowu jestem Stąd.


Pierwszy raz to poczułam dwa miesiące po powrocie, we wrześniu, będąc gdzieś na Plantach.

Zamykam pewne sprawy i czekam na rozpoczęcie nowych, żaden z planów założonych w lipcu rok temu się nie spełnił. Po raz kolejny za to okazało się, że życie może fiknąć tak naprawdę w przeciągu jednej nocy, zaskakując przy okazji wszystkich uczestników wydarzeń.


Ale wciąż ten czas od stycznia to lista kolejnych rocznic. I tak, dobrze byłoby pojechać w taki dzień jak dziś Trekroner Alle, potem przemknąć ?stbyvej i popedałować w górę Klosterengen. Skrócić drogą przez park i wyjechać prosto na fiord, uchwycić tych kolejnych parę chwil razem, popijając Somersby.

Pamiętam, że płakałam żegnając tylko jedną osobę, i drugi raz, odjeżdżając z kopenhaskiej Ingerslevsgade.



Pamiętam, jak Bart wznosząc kolejny toast rakiją przywiezioną tego samego dnia z Sofii mówił Uważaj, to jest mind eraser. Ale to wszystko teraz - Erasmus, Trekroner - ryje mózg jeszcze bardziej.



A teraz znowu każdy jest u Siebie, tylko czasem nasze drogi się przecinają. Niedługo przestaniemy liczyć rocznice, bo zastąpią je inne, świeższe i bliższe.


3 lipca 2010 , 23:43
skomentuj (1) | Wyślij wiadomość