Pierwszy raz to poczułam dwa miesiące po powrocie, we wrześniu, będąc gdzieś na Plantach.
Zamykam pewne sprawy i czekam na rozpoczęcie nowych, żaden z planów założonych w lipcu rok temu się nie spełnił. Po raz kolejny za to okazało się, że życie może fiknąć tak naprawdę w przeciągu jednej nocy, zaskakując przy okazji wszystkich uczestników wydarzeń.
Ale wciąż ten czas od stycznia to lista kolejnych rocznic. I tak, dobrze byłoby pojechać w taki dzień jak dziś Trekroner Alle, potem przemknąć ?stbyvej i popedałować w górę Klosterengen. Skrócić drogą przez park i wyjechać prosto na fiord, uchwycić tych kolejnych parę chwil razem, popijając Somersby.
Pamiętam, że płakałam żegnając tylko jedną osobę, i drugi raz, odjeżdżając z kopenhaskiej Ingerslevsgade.
Pamiętam, jak Bart wznosząc kolejny toast rakiją przywiezioną tego samego dnia z Sofii mówił Uważaj, to jest mind eraser. Ale to wszystko teraz - Erasmus, Trekroner - ryje mózg jeszcze bardziej.
A teraz znowu każdy jest u Siebie, tylko czasem nasze drogi się przecinają. Niedługo przestaniemy liczyć rocznice, bo zastąpią je inne, świeższe i bliższe.